Na Venus Hum wpadłem przypadkowo – jak to z prawdziwymi odkryciami bywa. Oglądałem rewelacyjny koncert Blue Man Group i moją uwagę przykuła drobna wokalistka w okularach o grubych oprawkach, która z niezwykłą energią wykonała partię wokalną w kowerze utworu “I Feel Love” Donny Summer. Ta dziewczyna, a raczej wulkan energii zamknięty w drobnym kobiecym ciele, to Annette Strean. »»
Jeśli kiedykolwiek, jakiś artysta w moim rankingu, miał szansę zająć zaszczytne miejsce Trenta Reznora, to był to Mr. Lower – kanadyjski multiinstrumentalista i kompozytor, pracujący pod pseudonimem Brilliantfish. I w moich słowach nie ma ani odrobiny przesady, ale o tym przekonać możecie się sami. Dla mnie, jest to po prostu wzór artysty naprawdę niezależnego i ze względu na swoje pochodzenie, trochę egzotycznego. »»
Można się zastanawiać, kto w klasycznym składzie grał pierwsze skrzypce, Axl czy Slash? Kto był lepszym bębniarzem, Adler czy Sorum? Która generacja Gunsów jest lepsza i czemu tak wiele osób nie cierpi nowej płyty? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ważne jest to, że Gunsi grają dalej… i jest z nimi Axl. Jeśli ktokolwiek miał przetrwać, 15-letnie zamieszanie, to tylko charyzmatyczny, rudowłosy frontman… »»
Shadow Records, jak każda nowoczesna wytwórnia, wypuszcza zarówno lepszy jak i słabszy materiał. Nie jestem co prawda, wielkim fanem tego rodzaju muzyki, ale dwa albumy Marschmellows z pewnością mnie do niej przekonują. Pierwszy z nich – Klangsystem, nabyłem zachowując daleko idącą ostrożność. Drugi album – Swat, złowiłem rok temu na Allegro i mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że warto było.
»»
Jeśli ktoś pamięta jeszcze dwóch kreskówkowych amerykańskich przygłupów ze stacji MTV, z pewnością kojarzy Stewarta. Ten blondasek, nosił czarną koszulkę z nazwą jednego z oryginalniejszych i ambitniejszych pudel-rock bandów. Winger często niesłusznie stawiany jest w jednym rzędzie z takimi wymiataczami jak Dokken, Motley Crue czy Damn Yankees.
»»
Podczas jednej, z sesji w ulubionym komisie z płytami, zwróciła moją uwagę charakterystyczna okładka z dziwnymi bohomazami. Poprosiłem o możliwość przesłuchania płyty i już po pierwszych taktach tytułowego utworu wiedziałem, że odkryłem kolejny ulubiony zespół, grający dynamicznego rocka. Bo Stabbing Westward można zarzucać wiele, ale na pewno nie braku energii w muzyce, jaką nagrywali.
»»