Widziane oczami Dj Dominiona…
Czwartek 03.09.98
Ja i Gambeat zrobiliśmy mały przemarsz po centrum Warszawy w celu zakupienia niezbędnych gadżetów techno. Niestety gwizdków a’la France98 (podłóżnych, stal hartowana ST5) u nas najwidoczniej nie ma.
Sprzedawcy zapytani o takowe robili okrągłe oczy jak kulki w sprzedawanych przez nich gwiżdżałkach…
Niestety, wizyta w sklepie z artykułami metalowymi i żelaznymi nie przyniosła oczekiwanego efektu, a zakup maski do spawania w stylu Lord Hełm nie pokrywał się w pełni z naszymi oczekiwaniami. W końcu, po minięciu chyba z 12 sex-shopów wpadliśmy do sklepu Disney’a po to tylko aby przymierzyć 4-palczaste plastikowe mysie rękawice. Wybór czarnych skórzanych nadłonników w Domach Centrum też nas nie zachwycił.
Zmęczeni długą (i krętą) wędrówką odnaleźliśmy to czego szukaliśmy: kolorowe farby do włosów w podziemiach przy Rotundzie. Później, okazało się, że mam jeszcze w domu niezłe okulary spawalnicze, które przypadły do użycia Gambeatowi.

Piątek 04.09.98
Godz. 12:59. Dworzec Centralny. Widzę Gambeat’a. O Jezu. Niezły blondyn. Jak z dowcipów. Gambeat nie podziela mojego poczucia humoru, jednak rozchmurza się znacznie, gdy wręczam mu okulary spawalnicze.
Czekamy na Triba. A tu qpa. Mija nas kilka osób z charakterystycznym make-up’em, a tymczasem naszego kolegi nima. Nagle widzimy go w towarzystwie jednej niewiasty, jakieś 15m dalej :\
Wkraczamy na peron, do wagonu, a tam dość ciasno. Zaczynam żałować, że nie jadę 1 klasą. Sadowimy się tuż przy lokomotywie. Przed nami pusty przedział. Niestety dla obsługi. Gambeat odkrywa, że moje okulary do spawania mają zoom. Ja tymczasem zapuszczam music z przenośnego beat-box’u. Gdzieś za Warszawą, na korytarz wjeżdża pan z wózkiem, co nas nieznacznie spłaszcza horyzontalnie.
Gdzieś w okolicach 14-stej farbujemy włosy. Trib na zielono + skośne okulary. Wygląda jakby się urwał z X-Files. Gambeat natomiast preferuje dwukolorowe pasemka wdłóż małżowin. Wygląda jak żywa reklama RGB. Ja natomiast testuję Glitter – czyli sreberko w gwiazdkach. Niezła qpa. Omal co się nie udusiłem w tym klopie. Nastepnie usiłuję nałożyć warstwę srebrnej farby, co by się zgrywało z moim srebrnym kapokiem. Jak to powiedział Gambeat, tu tylko olejna by pomogła. Coż, spróbować trzeba było.
O 14:59, czyli prawie zgodnie z czasem dobijamy do Łodzi Fabrycznej. Na powitanie, jakiś fotoreporter robi nam zdjęcie. Posilając się hamburgerami i sokiem owocowym, udajemy się w stronę centrum miasta.
Osobiście testuję dziurawe śmietniki niechcący wrzucając tam kubek z sokiem. Deptak na ulicy Piotrowskiej roi się od raverów i ulotek reklamujących farby do włosów. Dochodząc do wozu New Alcatraz, gdzie odbywa się konkurs DJów, mijamy różnych ciekawych osobników, w tym jednego z megafonem, reklamującym MiniDiska. Zapis takiego spotkania 4 stopnia w Mp3 (poniżej).
Competition zaczyna się od mocnej dawki Drum’n'Bass’u. Niestety, raz po raz przerywanej przez niezłe przeskakiwanie igły. Jak to ujmuje prowadząca niewiasta “nastąpiły małe problemy techniczne – wiatr zdmuchuje płyty”. Cóż, jakoś płyty się trzymają, gdy kierowca przestawia ciężarówkę w trakcie set’u jednego z następnych uczestników konkursu. Za to publika raz pustoszeje, raz tłumnie się bawi.
Gdzieś około 16:30 wracamy z Gambeatem na stację kupić bilety powrotne. Gdy z powrotem znajdujemy sie na Piotrowskiej, przechodzimy obok wozu z live-act’em, czyli zespołem E-1500 (notabene, fajnie im wysiadł agregator…) oraz obok wozu Hardcore Mailorder, gdzie serwowano Gabba. Nie wiem jak ludzie z pobliskich kamieniczek to wytrzymali, ale nas to odrzuciło. Zastanawiam się tylko, jaki wpływ może mieć 120 decybeli nawalającej stopy na niemowlę, które miało (nie)szczęście znaleźć się w dość bliskim sąsiedztwie tego wozu. Nagroda w postaci maski Lorda Hełma dla rodziców.
Punktualnie o 19.00 ruszyła parada. Ja i Gambeat oczywiście towarzyszyliśmy wózkowi z Gabba. Zajeb. 300 BPM non-stop nawalanki. Mijając gliniarzy wyjąłem swojego Air-Horn’a. Publika miała radochę, ja natomiast raczej nie, gdy z trąbki poleciał dym, następnie biały proszek a cała puszka zrobiła się tak zimna, jakby miała zaraz pierdyknąć. Coż, tak to jest jak się trzyma gaz 2 lata na półce.
Parada szła prosto Piotrowską mijając zdezorientowanych mieszkańców. Widok rozbawionych pracowników Nationale Nederlanden machających rękoma w takt stroboskopu naprawdę rozkładał. Tymczasem goście z Hardcore Mailorder nie dawali ani chwili wytchnienia, serwując mocną dawkę speedcore’u przeplatanego z klasyką w stylu “bam bam bam bam bam One Two bam bam bam bam bam One Two” etc.

Szczęśliwie dotarwszy na miejsce imprezy, udaliśmy sie na konferencję prasową, gdzie poza garściami niezbędnych informacji i poczęstunku, czekały na nas materiały prasowe i darmowy Minidisk (nie napęd, nie napęd…)
Jak już oznaczono nas jako Bardzo Istotne Jednostki, udaliśmy się na główną halę. A tam oślepiły nas lasery i inne bajery. Akurat Dj Sesis kończył set, a na scenę wylęgli techno-tancerze z formacji Transmode, prezentując, jakby tu powiedzieć, “modę”. Cóż, nie ma co opisywać, to trzeba zobaczyć na zdjęciach. Następnie obejrzeliśmy sobie występ japońskiego duetu Denki Groove (setnie nas ubawił tańczący japoniec z pudełkiem) i zaglądneliśmy do Chill Out’u. Akurat wybiła 12.
Sobota 05.09.98
“Chill Out” to niezbyt poręczne określenie na szatnię, z rzędzami krzeseł jak w teatrze, gdzie (nawet dość licznie zgromadzona) gawiedź mogła sobie pooglądać animacje z serii X-MiX autorstwa niemieckich (i nie tylko) grafików ze studia K7 w Berlinie. (Nie)stety organizatorzy wyciszyli z nich dźwięk, serwując nam jakąś qpiastą papkę beatów (od sasa do lasa – acid, techno, minimal, drum’n'bass (!) ), tak zręcznie mixowaną, że też postanowiłem zostać dysk dżokejem. Zresztą sama nazwa jednego z wodzirejów (El-Distorion) mówi sama za siebie.

Nieco później, zwabieni połamanymi rytmami wpadliśmy na balkon nad sceną na głównej arenie. Okazało się, że własnie gra Dj Unity z wysp, serwując kawałki ze stajni Suburban Base i Moving Shadow. Ciepły Happy Hardcore okraszony był przez tancerki oraz MC. Po nim stery za deck’ami przejął Dj Appolo a wraz z nim MC Jamie White, gość który chyba nie wiedział jak się wyłącza mikrofon. Tak nawijał, że omal nie zasnęliśmy obaj z Gambeatem.
Zmęczeni nawałem beatów, udaliśmy się do głównego hallu hali. Tam byliśmy świadkami mniej lub bardziej udanego miksu na stoisku sklepu Tec z vinylem i odzieżą (chociaż nie ma co się śmiać, było już po czwartej), spotkaliśmy starego znajomego (tak tak Cheater, o tobie mowa…) i próbowaliśmy dopchać się do konsol Playstation.

Kiedy w końcu nam się to udało, ochrona skwapnie oświadczyła, że godzina ewakuacji już wybiła. Na zewnątrz dostrzegliśmy Triba i spółkę, którzy nam się gdzieś zawieruszyli na paradzie, no i ruszyliśmy na stację. Nawet mieliśmy własny przedział w pociągu. Droga powrotna minęła nam na dyskusji na temat wyższości Mp3 nad Vqf, w towarzystwie tajemniczego gościa, na oko lat 90. A nieco później, wszyscy zrobili chill out, i tak już było do samej W-wy.
Dj Dominion
post scriptum: Zdjęcia wyszły ql, tylko pani z zakładu foto jakoś tak dziwnie się na mnie patrzyła jak je odbierałem…