Blisko 10 lat temu, ku swojemu zdziwieniu, w jednym z salonów sieci EMPiK, odkryłem stoisko z bardzo niekonwencjonalnymi albumami, głównie z wydawnictw Peaceville Records czy Cleopatra Records. Wśród płyt, które wpadły mi w ręce (a raczej uszy) podczas urządzonego polowania, znajdowała się jedna perełka. Three Calamities zespołu Switchblade Symphony.
Susan Wallace i Tina Root stworzyły duet perfekcyjny, łącząc niespokojne dźwięki z równie niepokojącymi frazami tekstów piosenek, co w połączeniu z ich imidżem scenicznym, dawało piorunujący efekt.
I feel that you should know
I have an empty soul
It’s a warning…
Invisible
Nie lubię porównywać ani oceniać poziomu artystycznego, dlatego nie będe tutaj pisał elaboratów na temat wyższości Switchblade S. nad innymi wykonawcami czy punktował ich niedociagnięć. Dziewczynom udało się stworzyć coś wyjątkowego i rozpoznawalnego, przynajmniej dla mnie -- i za to uwielbiam ich muzykę.
Większość utworów z albumu Three Calamities wpada łatwo w ucho a co najmniej dwa -- Naked Birthday i Into The Sky pozostaja w głowie na dłuzszy czas, taki juz ich urok. Cała płyta nadaje się na więcej niż jedno przesłuchanie, nawet dla osób niekoniecznie gustujących w tej stylistyce muzycznej. Może dla niektórych fanów gatunku będzie tutaj za dużo elementów pop(artu) czy groteski (zawadzającej o epokę wiktoriańską), mi w każdym bądź razie, to zupełnie nie przeszkadza.
Kilka lat minęło, udało mi się wejść w posiadanie wcześniejszej płyty duetu -- Serpentine Gallery. I to wcale nie gorszej, chociaż o wiele surowszej w brzmieniu i odbiorze. Z tego albumu pochodzi między innymi, rewelacyjny Clown. Jak zwykle, ocenę pozostawiam słuchaczom.
W roku 1999 dziewczyny niestety zawiesiły działalnośc, Tina obecnie udziela się w elektronicznym projekcie Tre Lux, który również znajduje sie na mojej playliście. O nim, niebawem…